Menu

dziewica z odzysku

Dziewictwo? Zdawało by się temat zupełnie nieaktualny. Przecież nikt już nie ma problemów z taką błahostką jak dziewictwo. Czy oby na pewno?

Niezapisana karta.

dziewicazodzysku

          Jestem. Mniejsza kim. Ważne że jestem i mam swoją historię do opowiedzenia.
Zacznę od środka bo to jedyna dobra cześć tej opowieści. Niewiem co jest bardziej żenujące. Początek czy koniec, ktory nie jest końcem a stanem obecnym.
         Z Pawłem jesteśmy razem od 2 lat. Poznaliśmy się w dość typowych okolicznościach. Nie oczekujecie w tej opowieści czegoś ponad przeciętnego. Moja  przyjaciółka z czasów liceum wyciągnęła mnie na spływ kajakowy. Kiedyś to ja inicjowałam wyjazdy na spływy i to kilka razy w sezonie. Ale od ponad roku Julka nie mogła na mnie liczyć w tej kwestii. Jedynym co w pełni absorbowało moją uwagę były studia. Nie studiowałam niczego co można by uznać za aż tak pasjonujące żeby pochłaniało całą mnie. Julka z pewnością dobrze wiedziała że ta cała otoczka pilnej i zafascynowanej studentki była tylko murem który skrupulatnie wznosiłam wokół siebie. Zresztą znakomicie spełniał swoją rolę, nie pozwalając nikomu zbliżyć się do mnie wiecej niż sobie tego życzyłam. Poza tym dawał zawsze wiarygodne wymówki typu "mam ważne kolokwium", "muszę napisać referat" czy " jutro oddaje projekt". Jednak Julka jako jedna z niewielu wiedziała że całe te, ponad roczne, zmagania były tylko próbą odreagowania i ustrzeżenia się przed narażeniem na kolejną życiową tragedię jaką było rozstanie z "mężczyzną mojego życia". W każdym razie tamtego wieczoru jakiekolwiek próby wmówienia mojej przyjaciółce, że mam na głowie ważniejsze rzeczy niż jakiś spływ, mijały się z celem.  Tym sposobem następnego dnia, o jakiejś absurdalnie wczesnej porze zajęłam miejsce w aucie Julki i z raczej niezadowoloną miną pozwoliłam zawlec się nad rzekę. Oczywiście tego mojej przyjaciółce nie było dość i na miejscu, nim zdążyłam się zorientować, siedziałam w kajaku z jakimś chłopakiem. Typowy studencik medycyny, dla którego, z powodu swoich idiotycznych uprzedzeń, byłam od początku wyjątkowo gburowata, a który to dziś jest moim przyszłym mężem. Paweł tamtego dnia jakimś cudem przedarł się przez moją twardą skorupę i sprawił, że od czasów pamiętnych wydarzeń które tak usilnie starałam sie uczynić niepamiętnymi, był pierwszą osobą, której pozwoliłam poznać mnie lepiej. W niedługiej przyszłości dałam zabrać się na kolejny spływ, a następnie przypomnieć mi jak kocham jazdę na rowerze i wyprawy w góry. Chociaż nie. On przypomniał mi że kocham żyć.
        Tak więc mogę przejść już do tych bardziej żenujących części mojej historii. Jak wiadomo w każdym zdrowym związku dwójki dorosłych ludzi przychodzi czas kiedy zaczyna budzić się miedzy nimi fizyczna bliskość. Tak też bylo między mną i Pawłem. Paweł od początku, nawet jesli odpychałam od siebie te myśli, bardzo mi się podobał. Jest dobrze zbudowany. Wysportowany. Ma szerokie silne ramiona, ciemne gęste włosy i błyszczące oczy. Trudno było się opierać temu oczywistemu pięknu. Zresztą i przed bystrym wzrokiem Pawła nie długo udało mi się chować moje ciało za szerokimi spodniami i za dużymi bluzkami. Jednak to wszystko nadal nie było tak proste. Kiedy do ukrywanego ciała doszła dziwna niechęć do zbliżeń musiałam ukochanemu wyznać żenującą prawdę o sobie. Im krócej to teraz przedstawię tym lepiej. Na początku liceum poznałam chłopaka. Rok starszego. Wielka miłość. Pierwsza. Taka jaką każda z nas kiedyś przeżywa. Ten jedyny. Niesamowite porozumienie. Wspólne zainteresowania. Wspólni znajomi. Cała masa przygód jakie przeżywa się w liceum, głupim czasie, gdy niedorosły człowiek jest juz dorosły. Nostalgia trwała 4 lat. Teraz oczywiście widzę, że nie był to czas najlepszego rozwoju dla mnie. Ale wtedy byłam szczęśliwa. Zamknięta w jego złotej klatce. Na pierwszym roku studiów poczuliśmy się tak dorośli że zaczęliśmy bardzo odważnie mówić o wspólnej przyszłości. Miałam nawet pod łóżkiem pudło z zakupionymi razem: wspólnym pierwszym zestawem pościeli, czterema kieliszami do jajek, porcelaną do herbaty i parą dziecięcych bucików. W tym, trawjącym bezustannie amoku, pewnego wiosennego dnia postanowiłam oddać mu swoje dziewictwo. On nigdy nie nalegał, a ja przecież wiedziałam że bedziemy razem już na zawsze. Byłam szczęśliwa. Pół roku namiętnych uniesień i nieprzyzwoitego seksu później wpadł do mnie uradowany. Oznaimił że dostał półroczne stypendium na renomowanej zagranicznej uczelni. Tydzień później już go przy mnie nie było. Nie wrócił nigdy. A ja w próbie ratowania siebie, usiłowałam szukać miłości w łóżku innego mężczyzny, jedynie bardziej raniąc samą siebie.
         Przed taką właśnie mną stał teraz Paweł. Jak prawdziwy mężczyzna podjął wyzwanie i postanowił pokazać mi jak buduje się bliskość w związku. Jest wobec  mnie czuły, troskliwy. Stara się mi pokazać że nie każdy mężczyzna chce mnie  wykorzystać. Miesiąc temu nawet mi się oświadczył. Jest na prawdę cudownym kochankiem. Odpowiada na moje potrzeby a i ja czuję że mogę w bliskości okazywać mu miłość. Tylko jest jedna rzecz która nie daje mi spokoju. Ciągle i bezustannie porównuję. Nie jestem już tak jak byłam w poprzednim związku- czystą, niezapisaną kartą. Nie potrafię pozbyć się spod skóry jakiś odruchów i nawyków których się nabawiłam. Nie chodzi nawet o zastanawianie się czy jest mi lepiej czy gorzej, ale o to co odczuwam. O to że ten inaczej mnie obejmuje. Że tamten ma inne tempo. Że ja z góry przyjmuję nawyki z poprzedniej relacji, a raczej sypialni, i bez zastanowienia przekładam na bliskość z Pawłem. Że przestałam odkrywać i bawić się ciałami a zaczęłam dążyć do celów, do końca. Że oczekuję że on będzie już dziś, natychmiast znał moje ciało i moje potrzeby mimo że niczego go nie nauczyłam, niczego nie pomogłam odkryć. Że sama nie mam w sobie ciekawości jego ciała. Że usiłuję zadowolić go w identyczny sposób jak tego pierwszego. Nie umiem wyjść z tego wzorca którego się nauczyłam. Nie umiem uczynić mojej głowy, serca i ciała czystymi.                                                                                                                                                                                            Tesknię za czystością. Czemu mi nikt tego nigdy nie powiedział? Czemu nikt nigdy mnie nie ostrzegł że tak będzie. Chcialabym być dziewicą. Chcialabym oddać się Pawłowi, czlowiekowi który kocha mnie prawdziwie. Mogłabym nawet poczekać do ślubu byle by być czystą, niezapisaną kartą. Czemu się o tym nie mówi? Czemu kobiety o tym nie rozmawiają? Czemu nie pisze się o tym w magazynach dla nastolatek? Czemu promuje się seks jak produkt którym nie jest? Czemu nikt mi nie powiedział że owszem- seks jest przyjemny ale najprzyjemniejszych gdy smakujesz go z jedną osobą. Nie mogę być jedyną kobietą na świecie która tak czuje. Nie mogę.
          A teraz? Teraz nie wiele mogę z tym zrobić. Pozostało mi walczyć o czystość umysłu. Walczyć o wymazanie z siebie tego co było. Ważne że mam z kim walczyć o swoje utracone dziewictwo.

dziewica z odzysku #1

 

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • odwodnik

    Zupełnie nie rozumiem. Nie chciałabym być dziewicą i uczyć się siebie od początku, nie chciałabym wymazać żadnego doświadczenia związanego z kimś kogo kochałam. To moje bogactwo.

  • dziewicazodzysku

    I nie wracasz do tego co było z żalem? Może masz lepsze doświadczenia niż ja
    Może nikt cię nie zostawił z dnia na dzień nigdy tego nie wyjaśniając. Dla mine jako 20 latki to było zbyt wiele.
    Ale zazdroszczę Ci.

  • zona.oburzona

    Mnie to trochę wygląda na nieprzepracowaną traumę. Na cierń, który w Tobie tkwi. Z takim cierniem w sobie trudno dalej iść.

  • dziewicazodzysku

    A może po prostu trzeba było poczekać. Może nigdy tego nie przepracuje w sobie.

  • zona.oburzona

    No czasu już nie cofniesz, więc masz wybór. Przeżuwać to całe życie i doprowadzić do tego, że to, co byś mogła przeżyć, ominie Cię. Albo to przepracować, pogodzić się z tym i normalnie żyć. Ostatecznie mnóstwo ludzi się rozstaje, seks wcześniej uprawiali i mogą potem normalnie funkcjonować.

  • Gość: [Nika] *.dynamic.chello.pl

    :))

    @dziewicazodzysku przepracuj tą traumę. Zaakceptuj to, co się wydarzyło. Przestań obraczać winą siebie. Wybacz sobie i tamtemu chłopakowi. Idź dalej.

    Pozwól sobie na nowe szczęście. Szczęście z Pawłem.

  • Gość: [Nika] *.play-internet.pl

    @dziewicazodzysku Ciesz się, że masz swojego kochanego Pawła.

    Ja zostałam sama. Czułam się niekochana. Taka samotna w tym uczuciu. I chyba po tym przyjęłam maskę fobii związkowej. Miała mnie chronić przed złamanym sercem, przed odrzuceniem. Miała mnie chronić przed bólem i łzami. Tak jakbym uwierzyła, że ktoś taki jak ja musi być sam. Musi sobie radzić w życiu ze wszystkim. Odrzuciłam tą swoją kobiecą część bycia wrażliwą, bycia kobiecą, bycia słabszą. Schowałam ją głęboko w sobie. I gdy poznałam po kilku latach kogoś to On obudził we mnie tą potrzebę kochania kogoś. Zaangażowałam się bardzo mocno. Nie umiałam mu chyba dać jednego aspektu dlatego mnie zostawił.

  • Gość: [Nika] *.play-internet.pl

    To niesamowite jak bardzo chciałam by wiedział, że Go lubię. Jak bardzo chciałam się przed Nim otworzyć. Jak bardzo wiązałam z Nim plany o przyszłości. Byłam tak bardzo samotna w tym i może zdesperowana. Tak bardzo zależało mi na Jego akceptacji, na Jego uwadze, by miał chwilę tylko dla mnie.

    A to będą tylko tęsknota silnej kobiety za miłością.

© dziewica z odzysku
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci